Podobne posty
Komentarze
7Hamulec nożny nigdy nie padał, musiał byś łańcuch zerwać, więc albo odpisujesz coś czego nie doświadczyłeś, albo twój ojciec jeździł naprawdę popsutą ukrainą :p
Zglos komentarz
Zgłoszenie zostało wysłane
Tuś mnie zagrzał, bo rozmawiasz ze specjalistą, który naprawiał domową Ukrainę najrzadziej co 2 tygodnie ;) Praca hamulca nożnego powodowała bardzo duże obciążenie łożyska znajdującego się po stronie zębatki i stożkowatej tulei, na której pracowało. Gdy powstawały znaczne luzy, o co było wyjątkowo ł...
Tuś mnie zagrzał, bo rozmawiasz ze specjalistą, który naprawiał domową Ukrainę najrzadziej co 2 tygodnie ;) Praca hamulca nożnego powodowała bardzo duże obciążenie łożyska znajdującego się po stronie zębatki i stożkowatej tulei, na której pracowało. Gdy powstawały znaczne luzy, o co było wyjątkowo łatwo, hanulcec zaczynał przeskakiwać i nie spełniał swojej roli. Działo się to najczęściej w całkowicie zaskakujących sytuacjach.
Zglos komentarz
Zgłoszenie zostało wysłane
Dlatego co tydzień lub najrzadziej co dwa trzeba było wszystko regulować i dociągać, również w suporcie pe**łowym. Ale nawet taka dbałość kompletnie niczego nie gwarantowała. Mówię o wersji Ukrainy z połowy lat osiemdziesiątych, może później coś poprawili.
Zglos komentarz
Zgłoszenie zostało wysłane
Ależ oczywiście, że hamulec padał. Jeśli wałeczki hamulcowe w tylnej piaście były już wydarte, to hamowania nie było (pe**ły przeskakiwały dając do tyłu, a hamulec nie łapał). Za pacholęcia jeździliśmy na dziecięco-młodzieżowych rowerach z takim właśnie hamulcem. Często robiliśmy zawody, kto rozpędz...
Ależ oczywiście, że hamulec padał. Jeśli wałeczki hamulcowe w tylnej piaście były już wydarte, to hamowania nie było (pe**ły przeskakiwały dając do tyłu, a hamulec nie łapał). Za pacholęcia jeździliśmy na dziecięco-młodzieżowych rowerach z takim właśnie hamulcem. Często robiliśmy zawody, kto rozpędzony na leśnej drodze namaluje dłuższą krechę zablokowanym tylnym kołem. Po jakimś czasie takich eksperymentów, hamulec w końcu odmawiał posłuszeństwa i trzeba było wymieniać wspomniane pozdzierane wałeczki.
Zglos komentarz
Zgłoszenie zostało wysłane
Ale czego się wtedy człowiek nauczył, to jego ;) W następnym rowerze potrafiłem nawet rozebrać do zera wolnobieg i złożyć. Jaki serwis. Jakie części zamienne. Wszystko własne ręce i co najwyżej kulki przekładane z łożyska do innego, jeśli przynajmniej to udało się gdzieś kupić. Piękne czasy.
Ale czego się wtedy człowiek nauczył, to jego ;) W następnym rowerze potrafiłem nawet rozebrać do zera wolnobieg i złożyć. Jaki serwis. Jakie części zamienne. Wszystko własne ręce i co najwyżej kulki przekładane z łożyska do innego, jeśli przynajmniej to udało się gdzieś kupić. Piękne czasy.
Zglos komentarz
Zgłoszenie zostało wysłane
@GorszyAleLepszy Takiego hamulca "z kontrą" nigdy nie rozbierałem, bo byłem za mały. Ojciec to wtedy robił (ja tylko ciekawsko asystowałem, bo nie znałem się na tym). Grzebałem dopiero w późniejszych rowerach. Ale to już były "kolarki" z hamulcami szczękowymi.
Zglos komentarz
Zgłoszenie zostało wysłane
Ukraina była dziadka jak jeb...m w drzewo to ze miesiąc się nie odzywał.
Zglos komentarz
Zgłoszenie zostało wysłane
Pamiętam taki tekst z lat '80 - "nie pij wódki, nie pij wina, kup se rower Ukraina !".
Zglos komentarz
Zgłoszenie zostało wysłane
Zglos komentarz
Zgłoszenie zostało wysłane
Kiedyś było powiedzenie NIE PIJ WUDKI, NIE PIJ WINA KUP SE ROWER UKRAINA
Zglos komentarz
Zgłoszenie zostało wysłane
Zglos komentarz
Zgłoszenie zostało wysłane
Zglos komentarz
Zgłoszenie zostało wysłane
Zglos komentarz
Zgłoszenie zostało wysłane